:: Centrala :: Vademecum :: Przewodnik

Go down


Relacje

Pisanie by Arcanine on 08.06.18 17:46
Lassie
Lubił obracać w palcach jego pióra. Leżeć na plecach, podnosić je i pozwalać, by słońce przebiło promieniami miękki, biały puch. Jeżeli ktokolwiek zapytałby go, jak poznał Lesliego, pewnie tylko wzruszyłby barkami — to ważne? Był przy nim od zawsze. Stał się nieodłącznym elementem życia; jak zegarek na ręce, który machinalnie się poprawia dzień w dzień. Urządzenie tyka i nadzoruje twój czas, zerkasz na niego automatycznie, co noc zdejmujesz i nad rankiem znów zatrzaskujesz na nadgarstku. Rutyna potrafi werżnąć się w każdą relację. A zwłaszcza w taką, która została zawiązana pod musem.
Vessare to anioł stróż — niemal prześladowca. Początkowo tak też był traktowany. Leslie deptał mu po piętach. Robił za tarczę. Doglądał. Martwił się. Był przy nim. To irytowało, jakkolwiek nie było pomocne w wielu sytuacjach. Początkowe niesnaski prędko jednak poszły w zapomnienie, bo złapali wspólny język, nabrali tego samego rytmu w życiu. Zanim się obejrzał, zaczął traktować Lesliego jak przyjaciela — choć nigdy to słowo nie przeszłoby mu przez gardło.
„Jesteś szują, Vessare”, wybuchał śmiechem. „Cholerną szumowiną”. I pod tymi obelgami kryło się więcej pozytywów, niż można by przypuszczać.


Shion
Nie znosił błysku w oczach Shiona. Tych dni, w których coraz bardziej traktowano go jak Psa, a coraz mniej jak zdrajcę. Przecież był zdrajcą. Kurewskim kablem, który tylko czekał na dogodny moment. Knuł coś po kątach, nie kontrolował ruchów — jak zaufać komuś takiemu? Jak trzymać go pod jednym dachem bez strachu, że wykona krok w niewłaściwym kierunku? Z zaciśniętymi zębami trzeba było przełknąć obrzydzenie — jeżeli była w DOGS osoba, która powinna kontrolować tę rudą wywłokę, to był nią właśnie on.
Nie miał zamiaru zapomnieć z kim dzieli pokój.


Sheba
W budowie.


Evendell
Tej zimy krew była szczególnie ciepła. Nie pamiętał zbyt wiele — gdy próbuje sięgnąć do zakamarków umysłu, w których znajdują się wspomnienia z tego okresu, odnajduje ledwie strzępy. Pojedyncze kadry, jakby mruganie aktywowało jakiś wewnętrzny mechanizm stopujący. Zamykał powieki, wyłączał się na kilkadziesiąt sekund, a potem uchylał je i widział coś zupełnie innego niż — jak mu się wydawało — ledwie mrugnięcie temu.
Dostrzegał topniejący śnieg pod palcami. Kolejny kadr: niebo upstrzone kropkami płatków. Następny: drobna dłoń tuż przed jego nosem. Czwarty: poruszające się usta. Minęły lata odkąd ją poznał, ale do teraz jest pewien, że tamtej zimowej nocy kazała mu się trzymać. „Nie poddawaj się. Nie poddawaj...”
W budowie.


Kurt Sullivan
Jest jego bratem, choć w żyłach płynie obca krew. Traktowanie Kurta jak młodsze rodzeństwo z czasem zatarło fakt, że nie byli prawdziwą rodziną. Podobieństw było niewiele i być może to właśnie tak bardzo ich ze sobą zżyło — uzupełniali się nawet w najbardziej absurdalnych kwestiach.
W budowie.


Yuu Kami
Sądził, że ją znienawidzi. Sięgnęła po władzę, gdy sytuacja była niejasna. Zebrała grupę, która nie należała do niej. Stanęła naprzeciwko niego z wysoko uniesioną brodą, choć była wtedy nikim. Jakim więc cudem wciąż żyła? Nie czuł przed nią respektu, nie było tu też mowy o sympatii. Nie miał żadnego argumentu, który utrzymałby kaganiec; który sprawiłby, że zaakceptowałby ją na miejscu, które należało do Nyanmaru. Mimowolnie dostrzegł w niej jednak przebłysk czegoś, co wkrótce mogło okazać się interesujące. Na chwilę obecną prezentowało się jak drobny płomyk, możliwy do zdmuchnięcia przez byle gest. Ale jeśli z rozmysłem nakarmi ten ogień, to wkrótce... być może...


Ourell Arachangel
Strzyk nożyczek odcinających pasmo bandaża. „Mokry” dźwięk wyciskanej tabletki. Stuknięcie słoika z paracetamolem o pustą już szklankę. Jego prywatny lekarz.
W budowie.


Ryan Jay Grimshaw [Ryuu]
Co może połączyć silniej, jak nie to samo gówno, w którym brodzi się po samo gardło? Ryan nie wykazywał żadnych problematycznych emocji. Nigdy. Wydawałoby się więc, że się nie dogadają — nie oni. Nie dzień i noc, ogień — woda. Nie dwa przeciwstawne bieguny. A jednak tylko dzięki współpracy udało im się uciec. Tylko dzięki podaniu sobie ręki w kryzysowych sytuacjach zostawili szpital laboratoryjny daleko za horyzontem. Takie doświadczenia uczą pewnej tolerancji — na przykład tolerancji na skurwielstwo.
W budowie.


Christopher Black [Skoczek]
Ten irytujący szelest kartek tuż nad uchem. Głos mówiący stale to samo: „jeszcze tutaj... i tutaj... ostatni podpis...”. Oczy zwrócone prosto w duszę. Twarz, na której próżno doszukiwać się radości. Na tym etapie relacja powinna zostać nazwana uciążliwą — Christopher nie robił nic, prócz dokładania mu roboty. Prócz trucia nad uchem o kolejnych zaległych terminach. Wytwarzał wokół siebie aurę osoby, która lada moment wstanie i nie wiadomo skąd wyjmie półtorametrową wieżę papierzysk.
W budowie.


Arthur
Kuzyn.
W budowie.


XXX [Marcelina]
W budowie.


She
W budowie.


Hemofilia
W budowie.


Alpha
W budowie.


Jekyll
O kurwa.
W budowie.


Invidia
W budowie.


Nathair
W budowie.


Renard
Wątek zapoznawczy w trakcie.


Tyrell
Wątek zapoznawczy w trakcie.


Neely
Kici kici, skurwysynie.





— Naprawdę jesteś niemiły — odparła — wiesz o tym? Masz problem z kobietami?
— Z mężczyznami, kobietami, psami. Nikogo nie faworyzuję — wyjaśnił. —
Wszyscy mnie wkurwiają.
avatar





Wilczur, poziom E
Posty fabularne :
408


Zobacz profil autora http://virusnatestowym.forumpl.net

Powrót do góry Go down

Powrót do góry




 • 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach